allserwis

512 278 757

DOCTOR

T U N I N G

allservice

Sprawdź stan naprawy pojazdu

DPF czyli filtr cząstek stałych: same problemy

Ceramiczny osadnik montowany w silnikach Diesla miał sprawić, że te przestaną truć środowisko. Rozwiązanie kreowane na dziejowy sukces niestety okazuje się kolejnym niewypałem.

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    W rzeczywistości filtry cząstek stałych (w skrócie DPF czyli Diesel Particulate Filter lub FAP czyli Filtre à Particules) potrafią być problematyczne i mogą wyrządzić naturze więcej szkód, niż sadza wydobywająca się z rury wydechowej starego ropniaka. Nie wierzycie?

    Pierwszym i podstawowym skutkiem oddziaływania filtra cząstek stałych na jednostkę napędową jest częstszawymiana oleju. Ponieważ podczas wypalania sadzy zgromadzonej w ceramicznym wkładzie silnikotrzymuje większą dawkę paliwa, część niespalonej ropy spływa do miski olejowej i tym samym rozrzedza smarowidło. W efekcie wyraźnie rośnie jego poziom i pogarszają się właściwości.

 

Częstszy serwis olejowy - to dopiero początek problemów

   Zjawisko niejednokrotnie powoduje, że ilość oleju w silniku przekracza maksimum już po pokonaniu kilku tysięcy kilometrów. A to oznacza konieczność jego wymiany! Zbagatelizowanie problemu w krótkim czasie może doprowadzić do poważnej awarii silnika i jego osprzętu (głównie turbosprężarki), a zwiększona częstotliwość zlewania smarowidła niezaprzeczalnie obciąża środowisko. W końcu olej silnikowy jest uznawany za jeden z odpadów niebezpiecznych, który nie podlega łatwej utylizacji.

   Częstsze wymiany oleju, to jednak dopiero pierwszy problem wynikający z procesu wypalania sadzy w filtrze. Niejednokrotnie zdarza się, że oczyszczanie ceramicznego wkładu zostaje zainicjowane w sytuacji, w której kierowca nie ma możliwości wystarczającego obciążenia silnika. Jak bowiem utrzymać stałą prędkość 60 km/h przy wrzuconym czwartym biegu, gdy auto stoi w korku, albo akurat kierowca załapał się na tzw. czerwoną falę?

Niestety komputer sterujący pracą jednostki nie zdaje sobie sprawy z ograniczeń w ruchu drogowym. W efekcie mimo wszystko wzbogaci mieszankę dostarczaną do cylindrów, co spowoduje nawet o połowę większe spalania i pogorszoną emisję szkodliwych związków. Ponieważ tylko cząstki stałe zostaną wyłapane przez filtr (i dodatkowo go zapchają), reszta zanieczyszczeń przedostanie się do atmosfery. Co gorsze, podczas eksploatacji samochodu w mieście proces oczyszczania ceramicznego wkładu bywa inicjowany nawet co kilkadziesiąt kilometrów.

 

Krótsze ż​ycie silnika? Cel uświęca środki!

   Regularnie zwiększane obciążenie jednostki napędowej, szybkie niszczenie oleju silnikowego, przerywane cykle wypalania filtra i tworzenie nadmiernej temperatury w układzie wydechowym mają także wpływ na żywotność motoru. Czy ekolodzy przejmują się większymi kosztami napraw i bardziej problematyczną eksploatacją? Nie. Są bowiem zdania, że cel uświęca środki. Nie wiedzą jednak jak bardzo się mylą! Szybciej pojawiające się niesprawności w dłuższej perspektywie będą oznaczać większe spalanie silników i dużo gorszą emisję spalin, a ceny procedur serwisowych niewspółmiernie duże w stosunku do spadającej wartości auta poskutkują szybszym złomowaniem. Czy to czasem nie mija się z ideą dbania o środowisko?

 

   Problemy eksploatacyjne wynikające z obecności filtra cząstek stałych mogą być różnorakie. Skupmy się jednak na tych, które dotkną samego układu odprowadzania spalin. Z czasem ujawnią się awarie czujników i obwodów elektrycznych oraz dojdzie do zapełnienia ceramicznego wkładu. O ile usterki elektroniki mogą okazać się kłopotliwe w diagnozie, o tyle prawdziwym zmartwieniem stanie się zapchany filtr. Ponieważ ograniczy on swobodny przepływ spalin w układzie wydechowym, moc silnika spadnie, osiągi będą gorsze, a komputer pokładowy zacznie sygnalizować błędy. W skrajnym przypadku jednostka napędowa przejdzie w tryb awaryjny lub zostanie unieruchomiona!

 

    Montaż nowego filtra cząstek jest niemałym wydatkiem. W przypadku filtrów mokrych (FAP) ceny wynoszą od półtora do dziesięciu tysięcy złotych. Filtr suchy (DPF) potrafi być nawet dwukrotnie droższy! Nadmierny koszt spędzi sen z powiek kierowcy, a wymiana powinna zmartwić ekologów. Powinna, jednak nie martwi. Czemu? Zieloni są przeświadczeni, że filtry usunięte z aut poddaje się fabrycznej regeneracji. Ponowne wykorzystanie elementów minimalizuje zły wpływ na środowisko i ogranicza ilość wyprodukowanych odpadów.

Czy tak rzeczywiście się dzieje? Z całą pewnością nie. Ponieważ o odnawianiu filtrów często nie myślą nawet autoryzowane stacje obsługi, ciężko oczekiwać, że większą dbałością wykażą się warsztaty niezrzeszone. W efekcie filtry bywają wyrzucane na śmietnik i w ten sposób powiększają stertę niebezpiecznych odpadów, których czas degradacji sięga prawdopodobnie setek lat! Mało ekologiczne, prawda?

Oczywiście filtr cząstek stałych z powodzeniem można usunąć. Wystarczy wymontować element, a później oszukać komputer sterujący. Wykonanie procedury zazwyczaj kosztuje od kilkuset do trzech tysięcy złotych. O ile za niezbyt wygórowaną cenę kierowca pozbędzie się problemu, o tyle może ściągnąć na siebie gniew ekologów. Dla zielonych usunięcie filtra wynika ze skrajnej nieodpowiedzialności i skutkuje "mordowaniem" ekosystemu ziemi. Dosyć stanowcza opinia jest jednak delikatnie mówiąc krzywdząca.

 

Bez niego źle, z nim jeszcze gorzej!

    Zanim organizacje zajmujące się ochroną środowiska zaczną wysuwać drastyczne oskarżenia, powinny rozważyć dwa czynniki. Po pierwsze w dużej liczbie przypadków filtr cząstek stałych jest mechanizmem, który zamiast działać i chronić planetę przed globalnym ociepleniem, skutecznie uprzykrza eksploatację. Czasami FAP-y i DPF-y potrafią być na tyle problematyczne, że nawet autoryzowane stacje nie radzą sobie z ich właściwą obsługą, a mechanicy doradzają ich demontaż.

Po drugie cały czas powraca pytanie o skuteczność rozwiązania. Filtry potrafią powodować nawet czterokrotnie częstszą wymianę oleju, o połowę większe spalanie podczas oczyszczania (które w mieście będzie powtarzane co kilkadziesiąt kilometrów), wyraźnie ograniczą żywotność motorów, a ostatecznie w dużej liczbie przypadków trafią na śmietnik i powiększą górę odpadów. Czy zatem w perspektywie długofalowej eksploatacji osadnik rzeczywiście okazuje się tak bezpieczny dla środowiska naturalnego? Naszym zdaniem jest to co najmniej wątpliwe…

Usuń Problem zanim będzie za pó​źno!!! czytaj

Copyright 2015 DRtuning